Arizona, Page – Kanion Antylopy, Lake Powell i Horseshoe Band

IMG_7633-1600x1067

 

Przekraczamy ponownie granicę Arizony, wita nas tablica „Arizona, State of Grand Canyon”. Ale zanim do Wielkiego Kanionu, najpierw jedziemy do Kanionu Antylopy. Jesteśmy w miejscowości Page. Zostaniemy tu kilka dni.  po pierwsze dlatego, że jest tu trochę niżej i cieplej w nocy, po drugie chcemy trochę się ponudzic, a po trzecie – jak już znudzi nam się nudzenie – to do wartych zobaczenia miejsc jest stąd stosunkowo niedaleko.

Tak trafiamy do Kanionu Antylopy. Ważna informacja – jesteśmy na terenie Rezerwatu Indian Navajo. Samo miejsce? Cudowne. Wąskie szczeliny skalne polerowane co kilka lat przez niebezpieczne dla turystów tzw. powodzie błyskawiczne. Gratka dla profesjonalnych fotografów, w ubiegłym roku prywatny kolekcjoner zapłacił 6,5M USD za zdobione tutaj zdjęcie jednego z nich.

 

 

Ponieważ woda nie wsiąka w skałę, nagłe ulewy są w stanie szybko zająć cały kanion. Osiem lat temu zginęło tu w ten sposób jedenastu turystów.

Aha, ujęcia pochodzą w większości z rąk naszego przewodnika, który „pomaga” uczestnikom w utrwalaniu tych momentów i miejsc wprawnie posługując się przy tym zarówno aparatem typu smart phone czy lustrzanka cyfrowa.

IMG_7626-1200x1800

 

A teraz dwa słowa o tym, co mi się z kolei tu bardzo nie podoba. Przede wszystkim cena. Za osobę dorosłą 47USD. Wysokość opłat ustala plemię. Karta do wszystkich parków narodowych USA na rok na całą rodzinę, którą kupiliśmy za 80 USD tu nie obowiązuje. Ale to jeszcze można by sobie wytłumaczyć. Indianie czują się ograbieni przez białego człowieka to windują ceny za możliwość obejrzenia przez niego atrakcji, która jest unikatowa, a która objęta jest granicą rezerwatu.

Ale fakt, że z opłaty nie są zwolnione dzieci, nawet te w wieku Mateusza, który większość wycieczki przespał w nosidle, woła o pomstę do nieba. Opłata niższa, bo 20USD, ale i tak pozostawia niesmak.

20151014_164634-1600x960

 

Kontrast vs. obsługa rangers’ów w parkach narodowych to nie tylko infrastruktura, która na zdjęciu powyżej, co mi zupełnie nie przeszkadzało. Mniejsza ingerencja w naturę. To, co zburzyło moją bezwarunkową sympatię do Indian to ich zachowanie wobec turystów, trochę aroganckie, trochę lekceważące.

Nie da się pojechać własnym autem, trzeba wsiąść na pakę. Czas przebywania w kanionie jest limitowany, co zrozumiałe, bo za chwilę kolejna tura, a nie jest łatwo się tu minąć dwóm osobom w najwezszych odcinkach.

Miasto Page założono dzięki temu, że płynie tędy rzeka Colorado. A dokładniej dlatego, że wybudowano tu w latach pięćdziesiątych wielką tamę, Glen Canyon Dam, która dała życie zbiornikowi wodnemu Lake Powell.

IMG_7695-1600x1067

 

Teraz jest to miejsce, które odwiedzają amatorzy łódek. Żaglówkę co prawda widzieliśmy jedną, ale wielkich łodzi motorowych bez liku. Do Cannes jednak im daleko.

 

Sama tama, którą budowano trzy lata i zużyto ilość betonu, która wystarczyłaby na położenie autostrady z Phoenix do Chicago jest ponoć kilka metrów niższa od Hoover Dam, ale za to szersza o kilkaset stóp.

Pojechaliśmy nawet na dół, żeby obejrzeć turbiny i generatory prądu. Produkcja energii ma tu jednak wtórne znaczenie, choć też bardzo ważne. Głównym zadaniem tamy jest zarządzanie dostawami wody dla kilku stanów.

 

 

A tak wygląda jeden z meandrów rzeki Colorado kilka mil poniżej tamy. Tzw. Horseshoe Band, gdy staje się na krawędzi przyprawia o zawrót głowy, szczególnie osoby z lękiem wysokości. Nie ma tu żadnych zabezpieczeń. Chwila nieuwagi i leeeeeecisz…

 

IMG_7716-1600x1067

 

Tak, widać podkowę :).

 

 

A co kolejnych 100 mil dalej na południe od tamy? Grand Canyon. Kanion Colorado. Weather.com, który śledzę od kilku dni bezlitośnie wciąż pokazuje tam pioruny. To był właściwie czwarty powód naszego „czekania” w Page, z nadzieją na poprawę. Nie nastąpiła. Jedziemy.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>